Zaskoczenie dla wszystkich. Dakar po raz pierwszy w Arabii Saudyjskiej

Tegoroczny Rajd Dakar będzie wyjątkowy, bo impreza przeniosła się z Ameryki Południowej do Arabii Saudyjskiej. Na Bliskim Wschodzie odbędzie się po raz pierwszy w historii. Dla kierowców oznacza to spore zmiany. Nie ukrywa tego Jakub Przygoński z ORLEN Team.

Już zeszłoroczny Rajd Dakar był wyjątkowy, bo po raz pierwszy impreza odbywała się na terenie ledwie jednego państwa - Peru. Wymusiło to na organizatorach skrócenie trasy. Dla kierowców oznaczało to głównie konieczność zmagania się z piaszczystymi wydmami.

Rosnące problemy w Ameryce Południowej doprowadziły do tego, że Dakar zmienił lokalizację. Od roku 2020 jego nowym domem będzie Arabia Saudyjska.

- Nowy Dakar to będzie zaskoczenie dla wszystkich. Dla zawodników i pilotów, bo nie ścigaliśmy się nigdy w Arabii Saudyjskiej, ale też dla organizatora. Osoby odpowiedzialne za Dakar będą musiały odnaleźć się w nowym kraju, w nowych warunkach - powiedział Jakub Przygoński, kierowca ORLEN Team.

Przygoński należy do Legend Dakaru. Swój pierwszy występ w najtrudniejszym rajdzie świata zanotował już w roku 2009, dlatego sporo już widział i doświadczył. Zmagał się z różnymi trasami i realia panujące w Arabii Saudyjskiej nie powinny go zaskoczyć.

Jakub Przygoński w 2019 roku zajął 4. miejsce w wyścigu Dakar odbywającym się w Peru. Jest to historycznie jego najwyższa lokata na tych ekstremalnych zawodach.

- Przed nami bardzo długa trasa. W roku 2019 w Peru było 3 tys. kilometrów odcinków specjalnych, na których się ścigaliśmy i był mierzony czas. Dakar 2020 to aż 5,2 tys. kilometrów. Mamy 40 proc. więcej trasy. To z założenia stwarza nowe problemy, bo samochody czy motocykle muszą wytrzymać dłuższe dystanse. Dla nas zawodników to także znacznie większy wysiłek. Zapowiada się trudna edycja Dakaru - zapowiedział Przygoński.

Dakar 2020 wystartował 5 stycznia z Jeddah. Zawodnicy początkowo mierzyli się z górskimi odcinkami i utwardzonymi trasami. Następnie wjadą w zupełnie nieznany dla siebie świat. Kolejne etapy będą już bowiem przebiegać przez pustynię Ar-Rab Al-Chal, która zwana jest "największą piaskownicą" na świecie. Tam na uczestników Dakaru będą czekać wydmy, których wysokość sięgać może nawet 250 metrów.

Wyzwaniem dla reprezentantów ORLEN Team będzie etap super maratoński. W trakcie jego trwania kierowcy nie będą mogli skorzystać z pomocy mechaników. W trudniejszej sytuacji znajdą się motocykliści i quadowcy, którzy otrzymają ledwie 10 minut na przygotowanie swoich maszyn do rywalizacji. Dlatego cała załoga ORLEN Team będzie musiała uwijać się niczym mrówki przy swoich pojazdach.

Dakar zakończy się 17 stycznia w mieście Al-Quiddiya. Nowością będzie to, że na metę rajdu będą mogli wjechać zawodnicy, którzy wcześniej z różnych powodów nie ukończyli jednego z etapów. Będą mogli oni zdobywać dalsze doświadczenie i rywalizować w Dakarze aż do ostatniego dnia, choć nie zostaną sklasyfikowani w wynikach generalnych imprezy.

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.