Jak wygląda praca pilota rajdowego od kuchni.

Mówi się, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. W przypadku rajdów samochodowych ta odpowiedzialność rozkłada się na dwie osoby – kierowcę oraz pilota, którzy podczas np. Dakaru ściśle ze sobą współpracują. Opanowanie, prezycja, przewidywanie i co najważniejsze – zaufanie w zespole to cechy, bez których kariera na prawym fotelu samochodu rajdowego nie będzie mogła nabrać rozpędu. Kulisy pracy pilota doskonale zna Timo Gottschalk, który w swojej dotychczasowej karierze osiągał sukcesy z zawodnikami ze światowej czołówki, a od 2019 roku jeździ w barwach ORLEN Team razem z Kubą Przygońskim.

Zwykle praca pilota zaczyna się jeszcze przed samym startem, bowiem jednym z ważniejszych zadań jest opracowanie roadbooka. Jest to nic innego jak szczegółowo opisana trasa uwzględniająca każdy zakręt, wzniesienie, zmianę nawierzchni i co w przypadku rajdów najważniejsze – każdy punkt kontrolny.

W związku z nową lokalizacją, a także nowymi zasadami, tegoroczny Dakar był prawdziwym wyzwaniem. Nie tylko dla kierowców, którzy w Arabii Saudyjskiej jechali po raz pierwszy, ale i dla pilotów, którzy roadbooki dostawali tego samego dnia, w którym odbywał sie etap. W minionych latach spory zapas czasowy dawał możliwość “mapmanom” fabrycznych zespołów szczegółowo opracować trasę i przekazać zawodnikom zawczasu przydatne informacje. Dzięki tym zmianom zmniejszyły się nierówności pomiędzy zespołami. W tym roku ta sytuacja wyglądała inaczej, więc teoretycznie piloci po pokonaniu etapu mieli więcej czasu do zagospodarowania. Co zatem robili “po pracy”, kiedy przekraczali etapową metę?

– Czas po etapie wykorzystywałem na rozmowę z inżynierami i mechanikami, omawialiśmy też z Kubą kolejne etapy. Jeśli danego dnia występowały jakieś trudności, analizowałem roadbook, aby lepiej zrozumieć i zobaczyć gdzie i dlaczego popełniliśmy błąd. Pozostały czas dzieliłem na wizytę u naszego fizjoterapeuty, no i mogłem na pewno też odpocząć i zregenerować się przed kolejnym dniem – powiedział Timo Gottschalk, pilot Kuby Przygońskiego.

Jego kariera rozpoczęła się w 2007 roku, kiedy to pojechał w swoim pierwszym rajdzie Dakar na zaproszenie Volkswagen Motorsport. Pilotował wtedy kierowcę ciężarówki Dietera Deppinga. Przez lata miał szansę jeździć z najlepszymi, jak chociażby z tegorocznym zwycięzcą Carlosem Sainzem, czy równie doświadczonym Yazeedem Al-Rajhi. Zakończony niedawno w Arabii rajd był pierwszym wspólnym Dakarem dla Przygońskiego i Gottschalka, którzy startują razem od 2019 roku i jak zgodnie przyznają ich współpraca układa się bardzo dobrze.

Aby wspomniana koopereacja układała się płynnie, poza oczywistym, właściwym odczytem roadbooka, pilot musi też być skoncentrowany i zrównoważony przez cały wyścig. Informacje, jakie przekazuje kierowcy są krótkie i treściwe, bez zbędnych dopowiedzeń. Komunikaty przekazywane z prawego na lewy fotel w rajdowym języku zawierają specjalne zwroty, np. broken dune oznacza, że wydma jest stroma i niebezpieczna, a camelgras to bardzo twarde, wyboiste i porośnięte trawą podłoże.

– Presja, jaką odczuwasz jako pilot jest zawsze ogromna, a różnica pomiędzy poprawnym odczytem, a popełnieniem błędu jest niewielka. Dlatego właśnie potrzebna jest duża pewność siebie. Dzień w którym dokonasz właściwego wyboru w niepewnym i trudnym terenie zawsze daje ci dużo pozytywnych emocji, a każda wygrana upewni cię, jak dużą wartość ma twoja praca – podkreślił Timo Gottschalk.

Artykuł sponsorowany

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.